Tekst 7. Jeden dzień z A.

Sierpień 1, 2009 at 10:00 (Do A., Teksty) (, , , , , , , , )

- Jest już późno – stwierdził cicho.
- Mhm.
- Chyba minęła północ – dodał, licząc na jakąś reakcję z jej strony.
- Konkretnie, to jest wpół do pierwszej w nocy – odparła.
- Skąd wiesz? – spytał wyraźnie zdziwiony.
- Widzę. Na wyświetlaczu – mruknęła cicho.
On westchnął.
- A w ogóle, to miałeś zostać w pokoju i znaleźć jakąś książkę, którą miałabym tobie przeczytać – dorzuciła z pretensją. On nie odpowiedział.
Chwycił ją za rękę i po cichutku zaprowadził do schodów wiodących na górę. Tam ona puściła jego dłoń i złapała poręcz. Szła jak zahipnotyzowana, z nieobecnym wzrokiem kierując się w stronę łagodnego światła, które sączyło się z jej pokoju.
Gdy przekroczyli próg, odwróciła się i zamknęła drzwi. Zamek szczęknął cicho, burząc na moment cudowną chwilę.
Dziewczyna obrzuciła mężczyznę spojrzeniem od stóp do głów. Choć był już zmęczony całodniowym szaleństwem, wciąż wyglądał wspaniale. Jego przystojną twarz okalały ciemnobrązowe kędziorki, a w zielonych oczach tańczyły psotne iskierki.
On odwzajemnił jej spojrzenie i wysunął podbródek wyzywająco. Wziął ją w ramiona i delikatnie przytulił. Był od niej wyższy, więc ugiął lekko kolana, by znaleźć się na wysokości jej wzroku.
- To jak będzie z tą książką?

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Tekst 6. W nocy o nocy i dniu

Lipiec 22, 2009 at 10:00 (Teksty) (, , , , , , )

Znów mam to uczucie. Takie wrażenie w nocy, gdy kładę się spać i usiłuję zasnąć. Mam taką myśl, że wiele mogę zrobić. Że owszem, czeka mnie sporo pracy, ale dam sobie radę i coś osiągnę.
W nocy myśli są tak jasne, niemal widzialne i niewiele brakuje, by były namacalne. Pojawia się mnóstwo planów, projektów, pomysłów…

Natomiast kiedy już się obudzę… wszystko trafia szlag. Zwlekam się spod kołdry niczym skazaniec. W poczuciu totalnie beznadziejnej beznadziejności rozpoczynam nowy dzień, który zamiast dać siły na realizację celów, przyniósł uczucie marności. Słyszę
pełne pesymizmu głosy “I tak się nie uda” i zrezygnowana idę zjeść to samo śniadanie, co zwykle.

Oto dlaczego jestem taka skołowana i rozdrażniona z samego rana…

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Tekst 5. Rekurencja.

Czerwiec 29, 2009 at 10:00 (Teksty) (, , , , )

Była ciepła, lipcowa noc. Za kilka godzin miał nadejść świt, zwiastujący nowy dzień. Teraz jednak wszystko było spowite ciemnością, którą przenikały delikatne światła latarni. Były zbyt słabe, by rozświetlić mrok nocy.
Laurie usiadła na łóżku. Wyjrzała przez okno, próbując dostrzec kolejne budynki swojego rodzinnego miasta. Westchnęła głęboko i odwróciła głowę. Obok niej spał jej mężczyzna, R. Dziewczyna pogłaskała go czule po ramieniu. Wyglądał tak słodko, gdy spał…
Ona natomiast nie mogła zmrużyć oka. Odgarnęła blond włosy z twarzy, by jej nie przeszkadzały. Usadowiła się wygodnie i wzięła notatnik do reki. Upewniwszy się, że chłopak śpi głęboko, zapaliła nocną lampkę. Ostre światło rozproszyło ciemność i nadało przedmiotom i meblom w pokoju długie cienie.
Laurie chwyciła długopis, otworzyła notes na pustej stronie i zaczęła pisać:

Jest ciepła, lipcowa noc. Za kilka godzin nadejdzie świt, zwiastujący nowy dzień. Teraz jednak wszystko spowite jest ciemnością, którą przenikają delikatne światła latarni. Są zbyt słabe, by rozświetlić mrok nocy.
Siedzę na łóżku. Wyglądam przez okno, próbując dostrzec kolejne budynki mojego kochanego, rodzinnego miasta. Wzdycham głęboko i odwracam głowę. Obok śpi mój mężczyzna, R. Głaszczę go czule po ramieniu. Wygląda tak słodko, gdy śpi…
Ja natomiast nie mogę zmrużyć oka. Odgarniam blond włosy z twarzy, by mi nie przeszkadzały. Sadowię się wygodnie i biorę notatnik do ręki. Upewniam się, że chłopak śpi głęboko i zapalam nocną lampkę. Ostre światło rozprasza ciemność i nadaje przedmiotom i meblom w pokoju długie cienie.
Chwytam długopis, otwieram notes na pustej stronie i zaczynam pisać:

Była ciepła, lipcowa noc…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Tekst 4.

Czerwiec 22, 2009 at 10:00 (Teksty) (, , , , , , )

Noc, w którą się rozstaliśmy, pamiętam jak przez mgłę.
Pierwsze, co zrobiłam po tym, jak R. wyszedł trzaskając drzwiami, było chwycenie komórki do ręki. Prawie machinalnie wybrałam numer jednego z najlepszych przyjaciół i, próbując powstrzymać wybuch płaczu, czekałam, aż odbierze.
Po chwili, która wydała mi się co najmniej wiecznością, usłyszałam znajomy głos w słuchawce:
- Tak? – zapytał L. zaspanym głosem.
- To ja – rzuciłam, czując jak drży mi warga – Aden.
- Ach, Aden, miło cię słyszeć – odparł.
Oczami wyobraźni widziałam szeroki uśmiech, który rozlał się na jego twarzy.
- Wybacz, że cię budzę o tej porze – mruknęłam przepraszająco. Rzuciłam okiem na zegarek – była 1:32.
- Nie szkodzi, nic nie szkodzi – odrzekł łagodnie L. – i tak musiałem wstać, bo telefon dzwonił.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Zaraz jednak spoważniałam.
- Wiesz, dlaczego dzwonię? – spytałam, czując, że mam duszę na ramieniu. Odpowiedziało mi pełne napięcia milczenie. – Ja i R. właśnie zerwaliśmy ze sobą – wyrzuciłam z siebie jednym tchem.
- Och… – westchnął L. – Nie wiem, co powiedzieć. Ale zapewne nie chcesz teraz tłumaczyć mi dlaczego, prawda? – spytał ostrożnie.
- Zapewne – odparłam, tłumiąc szloch.
Pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
- Co teraz zrobisz? – zmartwił się.
- Nie wiem – odrzekłam, zgodnie z prawdą.
- Wrócisz do D.? – delikatnie zasugerował.
- Nie wiem! – prawie krzyknęłam. – Nic nie wiem!
Po drugiej stronie zapadła cisza. L. bał się nawet głębiej odetchnąć w obawie, że mnie tym jeszcze bardziej rozzłości. Westchnęłam ze zrezygnowaniem.
- Przepraszam cię najmocniej. Nie powinnam tak ostro reagować. Ja… – głos uwiązł mi w gardle.
- Za nic nie przepraszaj – przerwał mi. – To twoje emocje i za nie nie przepraszaj. Masz prawo czuć się źle. To normalne w takich sytuacjach. Milczałam.
- Na pewno to się jakoś wyjaśni. Na pewno jakoś się dogadacie – próbował mnie uspokoić i pocieszyć.
- Nic nie wiem na pewno – mruknęłam.
- Poradzisz sobie. Wierzę w ciebie – dodał tak miłym głosem, że miałam wrażenie, że jest blisko mnie, a nie setki kilometrów stąd.
- Dzięki – rzuciłam i rozłączyłam się.
Następnie przepłakałam pół nocy.
Chwyciłam potężne pudełko chusteczek higienicznych, rzuciłam się na łóżko i najzwyczajniej w świecie rozpłakałam się. Gdyby nie to, że nie byłam sama w domu, pewnie wyłabym jak pies. Tak bardzo było mi wtedy źle…
Koło piątej zasnęłam z wycięczenia na mokrej od łez poduszce w kształcie serca. Pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna nic mi się nie śniło.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Tekst 3. Azi & Mereu – część II

Czerwiec 15, 2009 at 10:00 (Teksty) (, , , )

- Coś się stało. To nie Marc! – rzuciła dziewczyna, nasłuchując uważnie.
- Myślę, że lepiej zrobimy, gdy się… – On nie zdążył odpowiedzieć, gdy usłyszeli wystrzały i ujrzeli światło.
- Zmywamy się stąd!
Ona chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę najbliższych drzew. Nie udało im się dobiec, kule świsnęły im nad głowami.
- Komuś zależy na tym, byśmy nie dotrwali do świtu – powiedziała ona z przerażeniem w głosie, gdy upadli na ziemię.
- Wiejemy! Szybciej! W górę! W górę! – krzyknął on, jednym płynnym ruchem podrywając się z piasku i włączając fleegi, buty do latania.
Ona zrobiła to samo, trzymając go mocno za rękę. Seria z karabinu wbiła się w glebę, na której jeszcze przed chwilą leżeli.
Wtem światło rozbłysło tuż nad ich głowami. Mężczyzna i kobieta unosili się w powietrzu jakieś trzy metry nad ziemią, a potężny, czarny helikopter był dokładnie nad nimi.
- Rozdzielmy się! – rzuciła ona krótko. Odlecieli w przeciwne strony.
Na niebie pojawiły się jeszcze trzy maszyny, każda z zamiarem zabicia ich. Para manewrowała w powietrzu jak szalona, usiłując zmylić przeciwników. Po licznych unikach, znaleźli się na wysokości helikopterów. Spróbowali podstępu. Udało im się zmusić dwie maszyny do zestrzelenia się nawzajem.
- 2:0 dla nas – mruknął wesoło on. Ale to nie był koniec. Znikąd pojawiły się wozy bojowe, wraz z żołnierzami uzbrojonymi po zęby. Para doszła do wniosku, że tu nie przetrwają i muszą znaleźć inne bezpieczne miejsce. On przemyślał szybko odległości do ich miejscówek i krzyknął:
- Źle lecisz!
Jej to wystarczyło. Skinęła głową i odkrzyknęła:
- Dzięki!
A potem każde z nich poleciało w inną stronę – on na północ, w stronę morza, a ona na południowy zachód.
Rzucili sobie tęskne spojrzenia, nie wiedząc, kiedy znów się spotkają.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Tekst 2. Azi & Mereu – część I

Czerwiec 8, 2009 at 10:00 (Teksty) (, , , )

Była noc, ledwie parę minut po pierwszej. Zdawało się, że na terenie ośrodka wypoczynkowego wszyscy śpią…
Jednak dwie osoby, mężczyzna i kobieta, stały nieruchomo w milczeniu. Oświetlał je tylko księżyc w pełni. Wyglądali jak posagi, zastygłe w oczekiwaniu.
Pierwszy odezwał się mężczyzna.
- Spóźnia się – rzucił w ciszę. Dziewczyna nie odpowiedziała, tylko skinęła prawie niezauważalnie głową.
Żadne z nich nie musiało tłumaczyć kogo wyczekują. Oni wiedzieli. To wystarczyło.
W ciemności błysnął płomień. To mężczyzna rozpaloną zapałką próbował zapalić papierosa.
- Prosiłam, żebyś nie palił przy mnie – syknęła kobieta. On tylko zwiesił głową i zaciągnął się po raz ostatni. Rzucił niedopałek na ziemię i przydeptał butem. Ona patrzyła na niego z lekkim uśmiechem na twarzy. Wyglądał tak ładnie, jej własny dżentelmen. Biała koszula, garnitur skrojony na miarę i eleganckie, czarne buty – jak idealne przebranie. On odwzajemnił jej zainteresowanie i obrzucił swoją kobietę spojrzeniem od stóp do głów. Wyglądała jak nastolatka, którą do niedawna jeszcze była. Miała na sobie czarną, ciepłą bluzę – noc była chłodna, mimo pełni lata – i czarne dżinsy, odrobinę za luźne. Do tego wygodne, czarne trampki. Uśmiechnął się zadowolony.
- A gdzie twój krawat? – spytała lekko. Jej myśli błądziły już do chwili, gdy znów zostaną sami, a to całe zamieszanie wreszcie się skończy.
Jakże się wtedy myliła sądząc, że to tylko kilka godzin oczekiwania!
On nie zdążył odpowiedzieć jej na pytanie. Spokój nocy i ich luźną rozmowę przerwał huk – odległy, ale z każdą chwilą narastający.
- Co do diabła…? – mruknął mężczyzna, wyrażając myśli ich obojga. Nie tego się spodziewali.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.