Tekst 7. Jeden dzień z A.
- Jest już późno – stwierdził cicho.
- Mhm.
- Chyba minęła północ – dodał, licząc na jakąś reakcję z jej strony.
- Konkretnie, to jest wpół do pierwszej w nocy – odparła.
- Skąd wiesz? – spytał wyraźnie zdziwiony.
- Widzę. Na wyświetlaczu – mruknęła cicho.
On westchnął.
- A w ogóle, to miałeś zostać w pokoju i znaleźć jakąś książkę, którą miałabym tobie przeczytać – dorzuciła z pretensją. On nie odpowiedział.
Chwycił ją za rękę i po cichutku zaprowadził do schodów wiodących na górę. Tam ona puściła jego dłoń i złapała poręcz. Szła jak zahipnotyzowana, z nieobecnym wzrokiem kierując się w stronę łagodnego światła, które sączyło się z jej pokoju.
Gdy przekroczyli próg, odwróciła się i zamknęła drzwi. Zamek szczęknął cicho, burząc na moment cudowną chwilę.
Dziewczyna obrzuciła mężczyznę spojrzeniem od stóp do głów. Choć był już zmęczony całodniowym szaleństwem, wciąż wyglądał wspaniale. Jego przystojną twarz okalały ciemnobrązowe kędziorki, a w zielonych oczach tańczyły psotne iskierki.
On odwzajemnił jej spojrzenie i wysunął podbródek wyzywająco. Wziął ją w ramiona i delikatnie przytulił. Był od niej wyższy, więc ugiął lekko kolana, by znaleźć się na wysokości jej wzroku.
- To jak będzie z tą książką?