19. A. IV
Marzec 25, 2009 at 19:10 (Do A., Listy) (film, kino, Króliczek, list, muzyka, narkotyki, news, oczy, pomoc, R.T.P., scrisoare privat)
Króliczku,
Chciałeś byś informowany na bieżąco o nowościach w moim życiu. Nie będą to newsy z ostatniej chwili, ale i tak powiem Tobie więcej niż innym i dowiesz się o tym o wiele wcześniej.
Dobrze, że to Ty spędzasz ze mną ostatnie godziny przed każdą niedzielą. Inaczej możliwe, że bym oszalała. Nie wiem, z jakiego powodu, niestety.
Dla Ciebie, w dużym skrócie: w kinie było podobnie jak z Tobą, w końcu to ten sam film. Z tą różnicą, że… hm, no tak. Wiedziałam, że nie przejdzie mi to przez klawiaturę. No nic. Nieważne. Choć to niby jest najistotniejsze… Było uroczo. Błagam, domyśl się reszty.
Wiesz, on jest bardzo spostrzegawczy. Wcześniej taki nie był. Zauważył na przykład, że niezależnie od pogody i nastroju, noszę te same buty – te czarne, płaskie, wiesz które, leżały zawsze pod biurkiem. Wyjaśniłam, że one mają związek z fleegami. Jego “och, I see” i mina wszechwiedzącego mnie wtedy rozbroiły. Potem zadał mi – jak sam stwierdził – “niedyskretne” pytanie. Spytał wprost, czy biorę narkotyki, bo zauważył moje duże źrenice. Uspokoiłam go tym samym stwierdzeniem, którego zwykle w tych sytuacjach używam. To po prostu taka uroda moich oczu…
I jeszcze… wciąż jestem dla niego koleżanką. Bo przecież nie przyjaciółką! Tak krótko się znamy, choć tak wiele zdążyło się wydarzyć. Stwierdziłam, że to opiszę. Oczywiście, to nie będzie prawda w stu procentach – lekko “podkoloruję” rzeczywistość. I nie, nie dam Ci przeczytać!
Jest mi smutno. Po cudownym weekendzie załapałam dołka. Nawet nie potrafię udawać, że nie znam tekstów tych wszystkich smutnych piosenek. Cóż, trudno. Nie próbuj mnie ratować.
Z pozdrowieniami,
Cineva, nu eu
18. R.T.P. III
Marzec 23, 2009 at 10:30 (Do R.T.P., Listy) (Akcent, Catalin Josan, Coldplay, Delight, Fara Lacrimi, Króliczek, list, muzyka, scrisoare privat, Viva la vida)
Hej Rob,
Gdy się żegnaliśmy, zadałeś ciekawe pytanie. Tak ciekawe i intrygujące, że dopiero teraz znalazłam na nie odpowiedź. Spytałeś, czy - skoro mam takiego świra na Twoim punkcie (którego nie widać) i skoro tak długo, często i chętnie słucham muzyki – mam jakąś piosenkę, która mi się z Tobą kojarzy.
Doszłam do wniosku, że tak. Mam. Nawet dwie.
To “Viva la vida!” Coldplay i “Delight” Akcent.
(Z góry przepraszam za rozbieżność gatunkową – to nie rodzaj muzyki mówi mi, czy piosenka jest dobra.)
Pierwszą znasz – tańczyliśmy do niej WTEDY. I śpiewaliśmy ją, dwie niedziele pod rząd. To dlatego, gdy ją słyszę, stajesz mi przed oczami Ty. No i ona ma ten tekst, którego do końca nie rozumiem. A ta światowość Coldplay, tak jak Twoja. Jesteś rozpoznawalny, jak oni, choć ktoś myli ich – muzycznie – z pewnym uroczym, młodym człowiekiem, Catalinem Josanem.
A ta druga… Fakt, że uwielbiam ich ostatni album, jest powszechnie znany. Kocham go między innymi za tą piosenkę. “Delight” jest lekkie, taneczne i słodkie, a przy tym wcale nie takie głupie. I ma całkiem przyjemny tekst – Nie-Powiem-Kto się napracował. Zawiera takie wyrażenia, które mi bardzo się podobają. To jeden z tych tekstów, które chciałabym Tobie zaśpiewać – np. w najbliższą niedzielę – ale nie mam odwagi. I nie wiem, czy będę mieć… Z pewnych względów osobistych, nie powinnam śpiewać przy Tobie niczego z “Fara Lacrimi”. Może kiedyś wytłumaczę Ci dlaczego, a może nie.
Niedziela wciąż aktualna, prawda?… Tak tylko pytam.
A, i dzwoń częściej – lubię słyszeć Twój głos.
Buziaki,
Cineva, nu eu
16. A. III
Marzec 19, 2009 at 8:00 (Do A., Listy) (Króliczek, list, muzyka, pomysł, scrisoare privat, serce, video)
Króliczku,
Dziękuję.
Dzięki, dzięki, dzięki!
Jesteś boski i dobrze o tym wiesz.
Ale proszę, nigdy więcej nie podkradaj moich pomysłów. Teraz przeprosiłeś i wyszło bardzo miło… ale czemu mam się znów na Ciebie gniewać? Następnym razem po prostu przyjdź, przytul się, zrób coś jeszcze, co tylko Ty potrafisz, a dostaniesz inny scenario za pół-darmo.
I wszyscy będą wtedy zadowoleni…
A teraz wrócę do oglądania tego klipu w kółko. Zwalił mnie z nóg i zaparł dech w piersiach. Jest boski! Doskonale zrozumiałeś, o co mi chodziło. Tak trzymaj!
Przeprosiłabym za tamtego sms-a i za tamtą wczorajszą szaloną akcję, ale przeprasza się za coś złego. A to nie było złe. Wręcz bardzo, bardzo dobre. Ale przecież my nic złego nie robimy, tylko grzecznie się bawimy, prawda?… <3
Do zobaczenia w najbliższą sobotę.
Dobrze zgaduję, że zostaniesz do niedzieli?
Czekam z niecierpliwością,
Twoja Cineva, nu eu
13. A. II
Marzec 15, 2009 at 17:50 (Do A., Listy) (chaos, kevin sam w domu, Króliczek, list, muzyka, scrisoare privat, stres, zło, śmiech, święta)
Króliczku,
Dziękuję, że przyszedłeś. Zresztą, zawsze przecież przychodzisz. Można na Tobie polegać… Twoje przyjście jest niemal tak pewne, jak “Kevin sam w domu” na Święta. Dzięki, że jesteś, byłeś i będziesz.
I, wiesz, przyjemnie było Cię zobaczyć po całym tygodniu stresu. Przy tym całym chaosie wokół wyglądałeś tak spokojnie, uśmiechnięty i piękny, jak zwykle. To relaksuje, wiesz? A Twój uśmiech rozbraja. Sprawia, że wybucham śmiechem i usuwam z siebie to całe zło i zmęczenie. Sprowadziłeś mnie na ziemię, a konkretnie pod kołdrę. Dzięki raz jeszcze.
Jako jedyny o nic nie pytasz i chyba dlatego Tobie jedynemu chcę o tym opowiadać… Ta sprawa jest dziwna, wiem. W sumie to nawet dobrze, że nie opowiedziałeś się po którejkolwiek ze stron – bo Ciebie to przecież nie dotyczy. Nic Ci nie grozi. Wciąż jesteś mile widziany w moim domu. Mam nadzieję, że wczoraj dałam Ci to wyraźnie do zrozumienia…
Wierzysz we mnie, jak ja wierzę w Ciebie. Chcę Cię zobaczyć, ale tak oficjalnie. Nie po kryjomu. Wiesz, kiedy, prawda? Rozmawialiśmy o tym. To okazja, której za nic w świecie nie przepuszczę! Niech się dzieje, co chce, ja i tak to zrobię i się tam znajdę. Wszelkimi możliwymi sposobami. Ale chyba wszystko będzie dobrze i żaden cud nie będzie potrzebny.
Do następnej soboty – będę czekać, jak zwykle.
Twoja Cineva, nu eu
10. C. I
Marzec 11, 2009 at 22:55 (Do C., Listy) (C., dr Jekyll, list, muzyka, przeszłość, przyszłość, scrisoare privat)
Szalony C.,
To głupie, że się odzywam, gdy mówiłam, że nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. Ale jesteś tam gdzieś w świecie, siedzisz mi w głowie i… no i w ogóle. Zresztą, Ty wiesz, że nie potrafię się tłumaczyć…
Widziałam Cię latem. Wyglądałeś marnie i słabo, choć udawałeś, że jest inaczej. Co się z Tobą dzieje?
To, co robisz, jest dziwne. Zebrałam to sobie kiedyś, gdy opowiadałam komuś swoją historię, w której przecież Ty się też pojawiasz. W moich oczach to wygląda tak: odbiło Ci albo coś ćpałeś i niczym Dr Jekyll stworzyłeś swoje alter ego. On śpiewa wysoko, jakby dostał w przyrodzenie i wygina się, jak po podłączeniu do prądu. (A więc czujesz “fazę”, tak?)
Do tego ten oryginalny strój, którego wybacz, nie skomentuję. I pseudo, które zabawniej brzmi w polskim tłumaczeniu, ale już się nie czepiam.
I udajesz, że wszystko jest fajnie. Że to tak ma być, że to jesteś teraz Ty, tak się przedstawiasz i wciąż jedziesz na tamtej popularności. Okej, ale to NIEPRAWDA.
Gdzie się podział ten człowiek, który dobierał się do prawie każdej dziewczyny? Który pił na potęgę, mimo że miał słabą głowę? Ten, który widział świat takim, jakim chciałby widzieć, a nie takim, jaki jest?
Przesadzam? Wcale nie.
Ale pamiętam też Twoje dobre strony – Ty jeden pisałeś piosenki, po których do dzisiaj płaczę. Ty pisałeś hity. Ty wprawiałeś publikę w zachwyt, a fanki w czyste szaleństwo.
Gdzie to się podziało?
Udajesz kogoś, kim nie jesteś. Z premedytacją.
I ja Ci mówię, bo znam tego prawdziwego Ciebie, że daleko na tym nie zajedziesz.
Przemyśl to sobie, proszę.
Z pozdrowieniami,
Cineva, nu eu
8. R. II
Marzec 8, 2009 at 21:30 (Do R., Listy) (ból, D., książki, list, Martini, muzyka, przeszłość, przyszłość, R., Rumunia, scrisoare privat, łza, życie)
R.,
przestałeś być dla mnie Drogim, a nawet Nie-takim-znowu-drogim.
Czasem przemkniesz gdzieś w mojej pamięci. I nie czuję wtedy ciepła. Nie czuję zimna. Nie ma złości, nie ma strachu. Zakpisz: nic nie ma? Ależ jest. Sporo wspomnień, w końcu to były cztery lata, siedem miesięcy i kilkanaście dni.
I… już. Koniec. Coś się miło zaczęło i… tak, skończyło. Bez bólu, choć uroniłam jedną łzę. Jedną, jedyną, ostatnią.
Jest dobrze. Czuję się świetnie. Nie zachwycająco-rewelacyjnie ani nie-sa-mo-wi-cie, więc nie ogłoszę nagle wszem i wobec, że zaczynam nowe życie, bez Ciebie. Nie. Też nie płaczę, ale nie dlatego, że się powstrzymuję. Jest dobrze.
I nie jest też tak, że nagle stwierdzę, że nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. Bo tak się nie da. Bądź co bądź, mamy wspólnych znajomych. Wspólne wspomnienia. Wspólny szyfr kulinarno-artystyczno-literacki, a takie coś jest godne pozazdroszczenia. No i wciąż… wciąż wiszę Ci tamtą pamiętną butelkę Martini. Ktoś mi ostatnio o niej przypomniał. Pamiętasz? To były czasy…
Dziękuję Tobie. Za wszystko. Nie tylko za pozytywy, choć otrzymałam ich więcej, niż przewiduje jakakolwiek ustawa czy norma. Te złe i smutne rzeczy też się przydadzą. Dzięki nim zrozumiałam wiele rzeczy. W ogóle, to wszystko razem dużo mnie nauczyło. Choć w tej chwili przychodzi mi do głowy tylko jedno: że zawsze należy ufać ludziom, jeśli coś w środku podpowiada, że to się może dobrze skończyć.
Do napisania – przecież mam Tobie jeszcze wiele do powiedzenia – w najbliższej przyszłości.
Z uśmiechem i naszą piosenką w słuchawkach,
Już-nie-twoja Cineva, nu eu
aka Mona Lisa
P.S. Nie martw się, ja nie z tych, które swoje dawne i przeszłe miłości nazywają “eksiami”.